Jakiś czas temu odwiedziłem Singapur i uczucia mam dość mieszane. Jak dla mnie to państwo – miasto jest swojego rodzaju dylematem moralnym. Dotyczy on tego, ile wolności człowiek jest w stanie poświęcić, żeby żyć w luksusie.

Gdy przyjechałem do Singapuru, przywitały mnie wysokie i nowoczesne wieżowce, czyste ulice, dużo zieleni i bardzo dobre rozwiązania komunikacyjne. O poziomie rozwoju może świadczyć chociażby sam fakt, że 25% państwa zostało sztucznie usypane na Cieśninie Singapurskiej w przeciągu kilkudziesięciu ostatnich lat. Rozmawiając z tutejszymi mieszkańcami dowiedziałem się też, że średnie zarobki to około 10 000zł miesięcznie.

No i wszystko wydaje się być idealnie. Czysto, wszystko działa sprawnie, zarabia się dobrze i na pierwszy rzut oka nie ma się do czego przyczepić. No tylko, że właśnie to się chyba tylko tak wydaje. Jako Polak mam tą wrodzoną niechęć do ingerowania przez państwo w życie zwykłych obywateli. A w Singapurze jest to odczuwalne aż do bólu. Wszędzie zakazy i nakazy. Obywatele tak na prawdę nie mają wiele do powiedzenia. Media są kontrolowane przez rząd i nasączone propagandą sukcesu. Jakakolwiek demonstracja większa niż kilka osób musi być zarejestrowana – więc tak na prawdę nie ma możliwości do publicznego mówienia co jest nie tak, bo taka demonstracja nie zostanie po prostu zarejestrowana. Masa pomniejszych wykroczeń jest surowa karana, dla przykładu spożywanie jedzenia w komunikacji miejskiej to mandat około 1500zł, palenie papierosów w miejscach publicznych około 3000zł. Za większe wykroczenia możemy otrzymać karę chłosty, a za „najpoważniejsze” – np. posiadanie narkotyków – grozi kara śmierci.

Jakiś czas temu czytałem artykuł w National Geographic, że ludzie żyjący w Singapurze należą do jednych z najmniej zadowoleni z życia. Na samym początku listy narodów zadowolonych z życia, plasują się natomiast – dość przewrotnie – bardzo ubodzy Filipińczycy. Wyniki takich badań przeważnie robione są pod potrzeby osób zamawiające takowe badania, ale będąc w obu tych krajach sądzę, żę jednak w tym wyniku jest sporo prawdy. Gdybym musiał wybrać pomiędzy tymi dwoma krajami, gdzie mam spędzić resztę życia, to decyzja by raczej padła na ubogie Filipiny.

Pomimo, że mam dość spore ambicje na duże pieniądze, to jednak odwiedzając różne kraje, spotykając różnych ludzi, silnie odczuwam, że jednak pieniądze to nie wszystko. Ale z drugiej strony ciągle siedzi mi w głowie, że może i pieniądze to nie wszystko, ale jednak wszystko bez pieniędzy to ch**. I tą głęboką myślą kończę ten wpis.