Gdy obudziłem się na Fortune Island miałem w planach jeszcze tego samego dnia pojechać do Manili — stolicy filipin — a tam spotkać z lokalną mieszkanką, by wspólnie udać się na tarasy ryżowe. Wszystko miałem zaplanowane ze sporą nadwyżką czasu, ale okazało się, że statek, który miał nas zabrać z wyspy, będzie miał 4h opóźnienia. Z jednej strony fajnie, bo miejsce do odpoczywania było doskonałe. No, ale jeśli chodzi o czas podróży, to już nie było tak kolorowo. Ze sporym kombinowaniem, udało mi się zdążyć po kilkugodzinnej podróży, dosłownie kilka minut przed odjazdem busa. Dalsza podróż zajęła nam całą noc i na miejscu, w Banaue, byliśmy o świcie.

Tam po śniadaniu kazano wsiąść nam na dach samochodu terenowego i tak przejechaliśmy kilka kilometrów do miejsca rozpoczęcia trekkingu. Przede wszystkim mogę powiedzieć, że warto odwiedzić to miejsce. Po pierwsze — miejsce zapiera dech w piersiach. Po drugie — rozmawiałem z lokalnymi mieszkańcami, a Ci zakładają, że w przeciągu 40-50 lat tarasy ryżowe przestaną istnieć. Młodzi ludzie nie chcą już ręcznie uprawiać ryżu, tylko przesiedlają się do miast. Naturalną rzeczy koleją, po prostu za kilkadziesiąt lat nie będzie komu się tym zajmować.

Z takich ciekawostek, to ryż ten nie jest uprawiany na sprzedaż. Jest uprawiany jako pożywienie dla lokalnych mieszkańców.

Po tarasach ryżowych udałem się z Ann do jej domu w San Pedro. W planach było zobaczenie całej inscenizację pasji. To właśnie dzięki znajomościom Ann i jej rodziny miałem okazję spotkać się z Rubenem — głównym aktorem pasji. Nie będę się rozpisywał odnośnie do tego tematu, bo poświęciłem mu cały poprzedni post. Dodam tylko o kilku zwyczajach wielkanocnych na Filipinach. Coś, czego u nas się nie spotyka to rozdawanie jedzenia w kościołach w Wielki Czwartek — ku upamiętnieniu ostatniej wieczerzy. Lokalne gospodynie przygotowują jedzenie, zanoszą do kościoła, by tam rozdawać za darmo każdemu, kto taki kościół odwiedzi. Nasz gospodarz miał samochód, więc odwiedziliśmy kilka kościołów. Dzięki temu zjedliśmy gratis bardzo duży obiad, sporo ciastek i 3 porcje lodów 

Co jest jeszcze inne. Święta to dla nich głównie czwartek i piątek. Sobota, niedziela i poniedziałek to zwykłe dni pracujące. Byłem w sobotę w jednej galerii handlowej na zakupach, to miałem wrażenie jakby chodzenie do galerii po świętach było ich tradycją narodową.

Z San Pedro udałem się do Boracay. Podobno wyspy z najlepszymi plażami na całych Filipinach. Jak się później też okazało, jednego z najbardziej komercyjnych miejsc w kraju. Czyli to, co w typowo komercyjnych miejscach można spotkać — spory tłok, dziwki, narkotyki i zawyżone ceny w stosunku do reszty kraju. Jest jednak też na wyspie kilka mniejszych i nie tak obleganych plaż. Tak więc w ciągu dnia można się poobijać w spokoju, a jak ktoś ma ochotę, to wieczorem udać do zatłoczonego turystami klubu na plaży.