Kilkanaście dni temu, będąc na północy Tajlandii wsiadłem w autobus, następnie w pociąg, a na końcu w busa i taką kombinacją dotarłem do Malezji, na wyspę Penang. Postanowiłem osiąść tutaj na trochę i zająć się szukaniem pracy, żeby zarobić na dalsze wojaże.

W każdym razie po kilkudziesięciu godzinach podróży i pokonaniu prawie 2000 kilometrów, gdy za oknem busa panował już zmrok, dotarłem na miejsce. Znalazłem zakwaterowanie w jakimś 20 osobowym pokoju i poza rzęsistym deszczem, wiele się tego wieczoru już nie wydarzyło. Za to następnego dnia z samego rana ruszyłem na poszukiwanie pokoju na dłuższy pobyt. Znalazłem w internecie jedno z tańszych ogłoszeń i wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że w ogłoszeniu znajdowała się informacja: “wynajmę tylko mężczyznom”. Początkowo pomyślałem, żeby to olać, bo to pewnie ogłoszenie jakiegoś pedała. Po chwili jednak fantazja mnie ponisła i pomyślałem, że może jednak zastanę tam cycatą Azjatkę, która czeka na księcia z bajki, zajdę tam ja… W sumie są różne bajki, więc nie zaszkodzi spróbować.

Rzeczywistość okazała się jak zwykle zupełnie inna. Gdy dotarłem na miejsce, okazało się, że mieszkanie wynajmują muzułmanie i religia im nie pozwala mieszkać z kobietą przed ślubem. Abdul z Syrii i Dżihad z Jordanii. Szczególnie ten drugi miał dość niepokojące imie. No ale tak popatrzałem na mieszkanie — pokój na 32 piętrze z niesamowitym widokiem na miasto, przy bloku darmowy basen dla mieszkańców, rachunki i internet w cenie, a cena około 350 zł za miesiąc. Myślę sobie, a co będzie, jak poznawać świat to poznawać, łącznie z innymi kulturami. Najwyżej się wysadzą albo utną mi głowę, jak się pokłócimy.

Przed wyjazdem nasłuchałem się co dzieje się na zachodzie Europy i miałem mieszane uczucia co do znajomości z tymi ludźmi. W praktyce okazali się jednak bardzo sympatyczni i pomocni. Raz tylko z jednym z nich miałem poważniejszą wymianę zdań, bo twierdził, że alkohol jest niezdrowy, a religia zabrania mu niezdrowych rzeczy. Na co ja stwierdziłem, że to trochę hipokryzja mówić o tym, że alkohol jest niezdrowy i się go nie pije w momencie, gdy się pali papierosy. Poza tym nie powinien oceniać rzeczy, z którymi nigdy nie miał do czynienia. Na dodatek wino działa dobrze na serce i krążenie, piwo na nerki, a rum rozgrzewa, podczas gdy papierosy nie pomagają w niczym. Moim zdaniem nie miał argumentów, więc krzyczał tylko, że się nie znam i że to nie prawda. Ale niech tam sobie krzyczy, ja mu wlewać na siłę alkoholu do gardła nie zamierzam, ale swoje wiem 

Jeśli chodzi o samą Malezję to w porównaniu z Tajlandią robi na mnie dużo lepsze wrażenie. Kraj jest dużo czystszy, sprzedawcy nie są tak natrętni i nie zakładają też przy tym, że każdy biały człowiek ma nadmiar pieniędzy, jest głupi i nie ma pojęcia o cenach. Przypadkowo spotkani ludzie są uprzejmi, uśmiechają się do siebie, albo nawet taka sytuacja. Zaszedłem niedawno do małej restauracji napić się kawy, a tu niespodzianka, bo dostałem w prezencie od obsługi tradycyjną malezyjską zupę, która była 3 razy droższa niż kawa  Jak tak dostałem za darmo jedzenie w restauracji to poczułem się trochę jak Magda Gessler. Ale nie w sensie, że jestem gruby, chamski i mam kręcone blond włosy. Nie, nie. Tylko, że ktoś traktuje mnie uprzejmie, chociaż sobie na to w ogóle nie zasłużyłem.

Sprawa bardzo sympatyczna, ale po pobycie w południowej części Tajlandii zaczynałem wątpić w takie zachowanie u ludzi w tej części Azji. A tu proszę, można się miło zaskoczyć. Swoją drogą, odnośnie do jedzenia to krążą opinie, że właśnie na wyspie Penang można zjeść najlepsze jedzenie w całej Azji. Wyrafinowanym smakoszem nie jestem, ale podejrzewam, że może być w tym sporo prawdy.

Żeby tak za dużo nie wychwalać Malezji to trochę o wadach. Ludzie jeżdżą jak wariaci, komunikacja miejska jeździ jak chce i nie ma czegoś takiego jak rozkłady jazdy. Każdego dnia autobusy przyjeżdżają o różnych porach, a to czy kierowca zatrzyma się na przystanku czy nie, zależy tylko od jego dobrej woli. No i kradzieże. Jest ich tutaj tak dużo, że krąży opinia: „jeśli nie okradziono Cię w Malezji, to nie możesz twierdzić, że jesteś lokalnym mieszkańcem”. Tak więc ja podziękuję za miano lokalnego mieszkańca i wolę pilnować swoich rzeczy.

Co jeszcze mogę powiedzieć… Pojechałem na inną część globu, żeby uciec od zimy i w sumie mi się to udało, tylko nie do końca spodziewałem się czegoś takiego. Na co dzień z nieba leje się niesamowity skwar — około 35 stopni – wysiedzieć się na dworze nie da. Ale mimo wszystko i tak wolę to od zimy  Jestem tutaj może od 2 tygodni, a już mnie gdzie ciągnie, żeby się ruszyć. Ile można w jednym miejscu siedzieć… Zobaczymy, jak to dalej się poukłada. Fajnie się podróżuje, ale bez pieniędzy niestety nie jest to taka prosta sprawa.