Z Greymouth udałem się w kierunku parku narodowego Arthur’s Pass. Niespecjalnie szło mi łapanie stopa, a podróż jakoś się dłużyła. Po dość długiej trasie, gdy zbliżałem się już do parku miałem jednak dość spore szczęście. Podwózkę zaproponował mi mężczyzna, który jak się później okazało, jest z zawodu przewodnikiem. Takim też sposobem przejechałem przez cały park narodowy, mając prywatnego przewodnika  Opowiedział mi on dość sporo na temat tego miejsca oraz pomógł ustalić dalszy plan podróży. Swoimi opowieściami tak mnie zainspirował, że pomimo wcześniejszych innych planów, zdecydowałem się pozostać w tym parku i pochodzić trochę po górach.

Następnego dnia obrałem szlak, którego pokonanie zajęło mi około 9h. Znaczną jego część nazwałbym raczej wspinaczką niż chodzeniem po górach. Trasa była tak stroma, że bez użycia rąk ciężko byłoby ją pokonać. Ale za jakie tam były widoki!

W kolejnych dniach planowałem przemieszczać się cały czas na południe. Pomimo ciągłej zmiany położenia to z tym kierunkiem niezbyt mi wychodziło. Po trekingu, w przeciągu 2 dni dostałem się do miasteczka Wanaka — położonego nad jeziorem o tej samej nazwie. Spędziłem tam jedną nocy stwierdziłem, że miejsce to jest bardzo malownicze, ale zarazem bardzo tłoczne. Także wróciłem się z powrotem kilkadziesiąt kilometrów na północ. Znalazłem tam camping otoczony przez góry i jezioro, na którym spędziłem kolejne 2 noce. W międzyczasie spotkała mnie zabawna historia, ale to jest temat na oddzielny wpis.

Ogólnie sporo się ostatnio przemieszczałem, spotykałem nowych ludzi oraz zaskakująco dużo osób, które miałem okazję poznać wcześniej. Najważniejsze jest jednak chyba to, co mnie otacza. Co chwila rozpościera się przede mną zapierające dech w piersiach krajobraz na góry, jeziora, rzeki i lasy. Gdy to widzę, mówię do siebie – „To jest najlepsze miejsce w całej NZ. Niemożliwe, żeby gdzieś było ładniej!”. I to wszystko tylko po to, by kilka kilometrów dalej zobaczyć kolejny krajobraz i ponownie powiedzieć do siebie to samo. Na prawdę, przyroda, która mnie tutaj otacza, jest tak niesamowita, że nawet najlepsze zdjęcia i filmy, które widziałem wcześniej w internecie, są tylko jej marną namiastką. Te wszystkie krajobrazy są tak bardzo różne od tego, co do tej pory mogłem widzieć, że cały czas nie dowierzam własnym oczom.