Kategoria

Podróże

Kategoria

Singapur – czy pieniądze to wszystko

Jakiś czas temu odwiedziłem Singapur i uczucia mam dość mieszane. Jak dla mnie to państwo – miasto jest swojego rodzaju dylematem moralnym. Dotyczy on tego, ile wolności człowiek jest w stanie poświęcić, żeby żyć w luksusie. Gdy przyjechałem do Singapuru, przywitały mnie wysokie i nowoczesne wieżowce, czyste ulice, dużo zieleni i bardzo dobre rozwiązania komunikacyjne. O poziomie rozwoju może świadczyć chociażby sam fakt, że 25% państwa zostało sztucznie usypane na Cieśninie Singapurskiej w przeciągu kilkudziesięciu ostatnich lat. Rozmawiając z tutejszymi mieszkańcami dowiedziałem się też, że średnie zarobki to około 10 000zł miesięcznie. No i wszystko wydaje się być idealnie. Czysto, wszystko działa sprawnie, zarabia się dobrze i na pierwszy rzut oka nie ma się do czego przyczepić. No tylko, że właśnie to się chyba tylko tak wydaje. Jako Polak mam tą wrodzoną niechęć do ingerowania przez państwo w życie zwykłych obywateli. A w Singapurze jest to odczuwalne aż do bólu.…

Pola herbaty w Malezji

Ostatnio odwiedził mnie kolega z Polski, ja wziąłem tydzień urlopu i trochę wspólnie podróżowaliśmy dookoła Malezji. Na początku pojechaliśmy na kilka dni na wyspę Langkawi. Miejsce bardzo fajne, a na dodatek cała wyspa jest strefą bezcłową. Czyli koszt alkoholu na tej wyspie jest jakieś 2-3 razy mniejszy niż w pozostałej części Malezji. No i nie oszukujmy się… Połączenie kolegi z Polski ze strefa bezcłowa daje “urlop po którym trzeba odpocząć”. Dlatego nie będę rozpisywał się specjalnie o tej wyspie, ani o wyspie Penang na którą zajechaliśmy zaopatrzeni w “pamiątki” z Langkawi. Dalsza i krótsza część podróży opierała się w mniejszym stopniu na konsumpcji alkoholu, a bardziej na aktywności fizycznej. Pojechaliśmy na Cameron Highlands – miejsca położonego około 1500 m. n.p.m. Tam udaliśmy się na trekking pośród rozległych pól herbaty oraz różnego rodzaju lasów. Mieliśmy dość spore szczęście, bo udało nam się zobaczyć największy kwiat na świecie – Raflezję. Może on…

Ramadan w Malezji

W kulturze islamskiej, w dziewiątym miesiącu kalendarza muzułmańskiego odbywa się ramadan. Muzułmanie uważają, że to właśnie w tym czasie zaczęło się objawianie Koranu. Z tego co się dowiedziałem, dla uczczenia tego wydarzenia, podczas ramadanu wszystkich muzułmanów powyżej 10 roku życia obowiązuje ścisły post. Od wschodu do zachodu słońca nie mogą jeść, pić palić tytuniu, uprawiać seksu ani kłamać Allahowi. Zastanawia mnie więc fakt jak to jest z tym kłamaniem poza ramadanem, ale już w ten temat się nie zagłębiałem 🙂 W każdym razie dla mnie, osoby nie związanej z islamem, ale mieszkającej w Malezji – kraju muzułmańskim, ramadan ma swoje zalety. Otóż muzułmanie, późnymi popołudniami, przez okres całego ramadanu organizują targowiska, na których można kupić na prawdę bardzo smaczne jedzenie 🙂

Pola ryżowe na Filipinach

Gdy obudziłem się na Fortune Island miałem w planach jeszcze tego samego dnia pojechać do Manili — stolicy filipin — a tam spotkać z lokalną mieszkanką, by wspólnie udać się na tarasy ryżowe. Wszystko miałem zaplanowane ze sporą nadwyżką czasu, ale okazało się, że statek, który miał nas zabrać z wyspy, będzie miał 4h opóźnienia. Z jednej strony fajnie, bo miejsce do odpoczywania było doskonałe. No, ale jeśli chodzi o czas podróży, to już nie było tak kolorowo. Ze sporym kombinowaniem, udało mi się zdążyć po kilkugodzinnej podróży, dosłownie kilka minut przed odjazdem busa. Dalsza podróż zajęła nam całą noc i na miejscu, w Banaue, byliśmy o świcie. Tam po śniadaniu kazano wsiąść nam na dach samochodu terenowego i tak przejechaliśmy kilka kilometrów do miejsca rozpoczęcia trekkingu. Przede wszystkim mogę powiedzieć, że warto odwiedzić to miejsce. Po pierwsze — miejsce zapiera dech w piersiach. Po drugie — rozmawiałem z lokalnymi…

Wielkanoc na Filipinach

Będąc w niewielkiej miejscowości San Pedro Cutud na Filipinach poznałem niezwykłego mężczyznę. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym od milionów innych filipińczyków, ale jak wiadomo pozory często mylą. Odwiedziłem go w jego domu wieczorem w Wielki Czwartek. Był to dla niego dość wyjątkowy moment, bo już kolejnego dnia miał przejść przez całą drogę krzyżową, by na końcu zostać przybity do krzyża, dość pokaźnych rozmiarów gwoździami. Zresztą już po raz 30 w jego życiu. Gdy spotkałem Rubena Eñaje, bo tak się nazywa ten mężczyzna, sprawiał wrażenie kogoś nadnaturalnie spokojnego. Zachowywał się tak, jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, że już za kilkanaście godzin zawiśnie na krzyżu. Pomimo że był już krzyżowany wielokrotnie, na jego dłoniach trudno było dopatrzyć się jakichkolwiek śladów po gwoździach. Dopiero gdy dotknąłem jego rąk, mogłem wyczuć stwardniałe blizny. Zastanawiało mnie, dlaczego właściwie zdecydował się na coś takiego. Opowiedział, że gdy jeszcze jako…