Kategoria

Menu kategorie

Kategoria

Ramadan w Malezji

W kulturze islamskiej, w dziewiątym miesiącu kalendarza muzułmańskiego odbywa się ramadan. Muzułmanie uważają, że to właśnie w tym czasie zaczęło się objawianie Koranu. Z tego co się dowiedziałem, dla uczczenia tego wydarzenia, podczas ramadanu wszystkich muzułmanów powyżej 10 roku życia obowiązuje ścisły post. Od wschodu do zachodu słońca nie mogą jeść, pić palić tytuniu, uprawiać seksu ani kłamać Allahowi. Zastanawia mnie więc fakt jak to jest z tym kłamaniem poza ramadanem, ale już w ten temat się nie zagłębiałem 🙂 W każdym razie dla mnie, osoby nie związanej z islamem, ale mieszkającej w Malezji – kraju muzułmańskim, ramadan ma swoje zalety. Otóż muzułmanie, późnymi popołudniami, przez okres całego ramadanu organizują targowiska, na których można kupić na prawdę bardzo smaczne jedzenie 🙂

Mieszkałem przez tydzień u przypadkowo spotkanego człowieka

Minęło kilka godzin, zanim po ustaleniu miejsca spotkania, pojawił się na nim mój nowy pracodawca. Starszy mężczyzna z dużym brzuchem, siwymi włosami i brodą, przypominał bardziej Świętego Mikołaja niż farmera. Docelowe mieliśmy jechać do niego, ale przedtem chciał załatwić jeszcze kilka swoich spraw. Droga trochę mi się dłużyła, ale kierowca jakby czytając w moich myślach, zapytał czy nie mam ochoty na piwo. Z uśmiechem na twarzy otworzyłem butelkę, po czym kierowca poprosił, żebym jemu też otworzył jedną. Trochę mnie to zdziwiło, bo nie przywykłem do tego, żeby ktoś kierował i popijał piwo w tym samym momencie, ale co tam. W końcu to mój pracodawca, wiec nie będę dyskutował. Jako ostatnie miejsce, obrał odwiedziny swojego kolegi. Gdy zajechaliśmy, zawołał mnie i poszliśmy we 3 do garażu. Tam po krótkiej rozmowie, wyciągnął marihuanę, rozpalił, podał koledze, a kolega mi. Myślę sobie, jak nie zapale to stwierdzą, że jestem popierdułka, a nie farmer.…

Abel Tassman

Ostatnio przebywałem w miejscach gdzie trudno jest o dostęp do internetu, więc nie dawałem żadnego znaku życia. Od wczoraj jednak mieszkam i „pracuje” na farmie, więc moja sytuacja z dostępem do świata lekko się poprawiła. No ale po kolei. Po opuszczeniu Picton udałem się w stronę miasteczka Nelson, a następnie Marahau. Odległość około 200 km, ale we mnie górę wzięło lenistwo i rozłożyłem tę drogę na 4 dni. W międzyczasie rozbijałem się po kempingach, leżałem na plecach, brzuchu lub którymś z boków, a jak leżenie mi się nudziło — to siedziałem. Czytałem książki i przemieszczałem się w ślimaczym tempie. Ostatni kierowca, którego zatrzymałem w drodze do Marahau, trasy wielkiej ze mną nie zrobił, bo tylko 10 km. Szybko się jednak zgadaliśmy i zaproponował mi, że mogę u niego mieszkać w najbliższym czasie. Układ prosty. Dziennie będę pracował około 4 godzin, a w zamian dostaje mieszkanie i jedzenie. Także wymieniliśmy się…